Morawiecki to tylko bufon

Trzy teksty Waldemara Mystkowskiego.

Premier i PiS robią wszystko, żeby przykryć afery ich rządu.

Mateusz Morawiecki jest dobry w wyprowadzaniu kozy. Rola Morawieckiego jako premiera sprowadza się głównie do tej dyspozycji. Taką kozą była ustawa o IPN, kolejną kozą ustawa o Sądzie Najwyższym. Morawiecki te ustawy wyprowadził, ale czy zmieniła się atmosfera wokół Polski? Śmiem wątpić.

Pod koniec roku dopadła rząd pisowski afera KNF, której przerzut SKOK Wołomin pokazał, jak zrakowaciała jest ta władza. Aby przykryć aferę KNF, trzeba było wprowadzić jeszcze jedną kozę i przy fanfarach własnych ją wyprowadzić. Przy tym obdarzyć się oklaskami, jacy to fajni jesteśmy.

Drożyzna to koza wymarzona, bo kto lubi, aby uszczuplano mu portfel. O podwyżkach prądu zakomunikował minister energetyki Krzysztof Tchórzewski, przy tym kłamliwie zapewnił, że państwo zrekompensuje. Nikt na taką manipulację się nie nabrał. Do tego opozycja zapowiedziała wotum nieufności dla Morawieckiego z powodu afery KNF i nie tylko. Wotum nieufności pozwala opozycji wyartykułować, jakim marnym politykiem jest Morawiecki.

Morawiecki mimo swej charakterologicznej bufonady musi mieć tego świadomość, bo to jednak dorosły człowiek, ale w pijarowskie klocki jest lepszy od opozycji, całe życie w to się bawi. Więc za jednym zamachem postanowił wyprowadzić kozy. Poprosił Sejm o wyrażenie wotum zaufania. Niby to samo, co opozycyjne wotum nieufności, lecz diametralnie inne.

Morawiecki nie pozwolił zatem na debatę nad swoją osobą, a przy okazji obiecał publice, że podwyżek prądu nie będzie. Nawet więcej – poprawi się stan portfeli Polaków. A zatem kozy zostały wyprowadzone. Niestety, wrócą szybciej niż Morawieckiemu się wydaje, bo publika nie zapomni obietnic, a afery i tak będą się ciągnąć za PiS.

Gdyby Polska była pastwiskiem, to Morawiecki byłby najlepszym pastuchem w roli premiera. Niestety, tak nie jest – i niedługo ten pijarowiec o tym się przekona, choć dzisiaj ku swej chwale strzela z bicza.

Równo rok temu Mateusz Morawiecki wymienił Beatę Szydło w roli surogatki premiera Jarosława Kaczyńskiego. Szydło była wyjątkowo przaśna, Morawiecki miał dać PiS-owi nieco poloru, światowości i fachowości.

Wymienił na początku bardzo nielubianych ministrów Szyszkę i Macierewicza. I na tym zasługi się kończą, choć zapowiadał w expose cywilizacyjne skoki w każdej dziedzinie życia. Ba, „polska polityka musi być ambitna. Dryfowanie, czy płynięcie z prądem to nie jest nasze DNA”.

Co osiągnął przez rok Morawiecki? Jeszcze bardziej pogrążył międzynarodową pozycję Polski, którą poprzedniczka spozycjonowała na dnie. Komisja Europejska skierowała do Trybunału Sprawiedliwości UE skargę kasowania niezależności Sądu Najwyższego. Na te dictum Morawiecki odpowiedział, że ma w małym paluszku kompromisy z instytucjami europejskimi, bo negocjował przyjęcie Polski do Unii Europejskiej. Faktycznie, przyjęta została nowa nowela ustawy o Sądzie Najwyższym, ale nie zadowoliła KE, która nie wycofała pozwu do TSUE.

W zasadzie Morawiecki gasi pożary, które poprzedniczka wywołała bądź wybuchły pod jego rządami, jak słynna ustawa o IPN. Ta postawiła na baczność rządy Izraela i USA, a Morawiecki podkulił ogon i powrócił na kolana.

Skoki cywilizacyjne Morawieckiego okazały się skokami w przepaść. „Arcyważnym zadaniem” miała być poprawa w służbie zdrowia. Lecz kolejki do lekarzy jeszcze bardziej się wydłużyły, leki zaś podrożały. Nie udał się program Mieszkanie+, który nie chce się realizować za pomocą pstryknięcia palcami, bo trzeba mieć pomysły na oryginalne jego rozwiązanie, ponadto szmal i ludzi, którzy go zrealizują.

Morawiecki to mistrz banialuk, rozdymanego ego i zwalania winy na poprzedników. Robiła to Szydło, ale Morawiecki powinien dać spokój wytartej frazie: „a PO-PSL przez 8 lat…” i zapomnieć, trochę czasu minęło. Miało dojść do rewolucyjnej walki z mafiami VAT, ale żadnego procesu rzekomym mafioso nie wytoczono.

Morawiecki obejmował rządy, gdy słupek poparcia sondażowego szczytował i miał się około 50 proc. Po roku zjechał tak, że Koalicja Obywatelska ma tyle samo co PiS – 34 proc. Tendencja jest w dół i nic nie wskazuje, że miałaby się odwrócić.

Przyszła kryska na Matyska Kaczyńskiego – rząd wywala się na aferze KNF, która pokazała, jakie są faktyczne zamiary rządu Morawieckiego i do czego został powołany, mianowicie do stworzenia własnej klasy oligarchicznej. Ważne w tym są dwa sektory – finansowy i medialny.

Medialny – zakulał z powodu zdecydowanej postawy ambasador USA Georgette Mosbacher, lecz widać, że PiS zechce tę przeszkodę obejść i wykupić media. Takim przykładem może być chęć kupienia Radia ZET, które warte jest 220 mln zł. Nabywający bracia Karnowscy w poprzednim roku osiągnęli saldo 3 mln zysku, ale od czego są państwowe banki? Każdy bankowiec na świecie puknąłby się w łeb, lecz w Polsce mamy do czynienia z pierwszym etapem putynizacji. Wszystko pokryje budżet, czyli my wszyscy.

Przez przypadek nie wyszedł geszeft z bankiem za złotówkę z powodu afery KNF. Ale to też postarają się obejść. PiS chce uwłaszczać na państwowym i prywatnym, jak to miało miejsce na Węgrzech. Afera KNF ma swój odprysk, może nawet społecznie groźniejszy niż ona sama, mianowicie upadek SKOK Wołomin i ścigającego tę kasę Wojciecha Kwaśniaka.

Morawiecki swój pierwszy rok rządów kończy aferalnie i zjeżdżając sondażowo. Nie podda się tak łatwo, bo PiS nie jest partią szczególnie zapatrzoną w demokrację. Wiele wskazuje, że Kaczyński postawił na Morawieckiego jako swego następcę, lecz nie wszyscy są z tym faktem pogodzeni, a nawet mają ambicję, by zagarnąć prawicowy elektorat dla siebie.  Do takich należy Ziobro i Duda, to pod nich szyje swoją partię Tadeusz Rydzyk – Ruch Prawdziwa Europa.

Jarosław Kaczyński w Jachrance urządził stypę.

Kazimierz Marcinkiewicz określił wyjazdową sesję PiS w Jachrance stypą: – „Jak się spojrzy na spotkanie PiS w piątek i wystąpienie Jarosława Kaczyńskiego, to widać, że to stypa”. I bodaj to najtrafniejsze określenie tego, co dzieje się w partii Kaczyńskiego.

PiS dał się przyłapać na grze obłudnika. Henri Bergson pisze o świętoszku Tartuffe, że on gra świętoszka i tak mu weszła rola w krew, iż już inaczej nie potrafi. Jest świadomy swojej śmieszności. Tak jest z partią Kaczyńskiego – klaskali w reakcji na słowa na słowa prezesa, ale nie wierzyli w jego słowa.

W każdej ideologii, reżimie, autokracji, nie za dużo mówią o niej słowa krytyczne, ale prawda materialna, która jest na zewnątrz – tym wypadku na twarzach polityków PiS. Będą zakłamywać, ale będą chcieli, abyśmy nie wierzyli w ich absurdy (paradoks, prawda?), dlatego nie słuchajmy ich, ale patrzmy na „prawdę”, która jest obok.

PiS ma jeden cel, chce już tylko przetrwać do wyborów. Nie mają innych celów. Wszystko im się sypie. Z powodu demolki Polski, którą poczynili w każdej sferze, bo skorzystali z dobra wypracowanego przez poprzedników, sypie im się także z powodu kadr. Ta partia nie ma ludzi kompetentnych, nie ma w niej kreacji, jest tylko reaktywność („PO-PSL przez 8 lat…” i podobne lelum-polelum), wyartykułowana przez Kaczyńskiego w Jachrance.

Te braki jednak spowodują, że sięgną po polityczny idiom igrzysk. Będą ścigać i nie dlatego, aby posadzić, ale by zająć czymś publikę, aby odciągnąć od rzeczywistych problemów, które stoją przed społeczeństwem, przed Polakami, przed Polską.

Pierwszy lepszy przykład. Zawłaszczanie państwa przez PiS widać jak na dłoni w spółkach energetycznych, w których siedzą pociotkowie Morawieckich, Dudów, Kaczyńskich i pozostałego drobiazgu nepotyzmu – celnie nazwanego przez jednego z polityków Platformy: szarańczą.

Szarańcza doprowadziła do tego, że od następnego roku ceny prądu wzrosną o kilkadziesiąt procent. Ostrożnie przewiduje się 30-40 proc., może to być nawet 70-80 proc., a może więcej. Jaki mają pomysł, aby oddalić katastrofę gospodarstw domowych? A taki by sfinansować podwyżki z publicznych pieniędzy, czyli wziąć od nas i naszymi pieniędzmi zrekompensować. Ale i tak odbije się to na cenach produktów i usług. Zresztą Unia Europejska może finansowanie spółek energetycznych zahamować, bo tak się nie gospodarzy, tylko kradnie.

Owo „udawactwo” jest o tyle śmieszne, że te rekompensaty mają dotyczyć tylko roku 2019, czyli przetrwania do wyborów, bo po nich dla Morawieckiego, Kaczyńskiego, dla ministra energii Krzysztofa Tchórzewskiego, choćby potop.

I w tym momencie kończy się Tartuffe. Dopóki wierzył, ze gra, że jest śmieszny, można było przeżyć. Ale gdy wierzy, że jest prawdziwy, że postępuje właściwie. to… Odwołam się do Bergsona: „… jest wstrętny”. Jest nie do przyjęcia, bo prowadzi do prawdziwej katastrofy.

Politycy PiS nie są żadnymi orłami, to podrzędny gatunek fachowców, ale i oni mieli świadomość, iż ich Tartuffe Kaczyński urządził stypę. Gdyby tylko ona dotyczyła PiS, można byłoby jakoś owego towarzystwa pożałować, ale ta stypa może dotyczyć Polski. Dlatego nie dajmy się nabrać, nie pozwólmy im grać na naszych emocjach. Należy obnażać te zakłamane maski. Te potwory mogą zrobić z Polski potwora Europy, a z nas podobne niedobitki cywilizacyjne.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s